Brzesko

Wasze wrażenia, opinie i dyskusje o naszych koncertach

Moderatorzy: Nemo, Małgorzata, Cień Anioła, Adrian-LZY, Dagmara

isko_:)
Członek FFC
Posty: 674
Rejestracja: 30 gru 2004, 13:55
Lokalizacja: Tarnów

Brzesko

Postautor: isko_:) » 19 cze 2008, 15:50

Koncert 22.06.2008 :) Z tego co się orientuję to w ramach Dni Brzeska. Się ktoś wybiera może? ;>
Ska ska, ska skaranie,
Skaranie boskie z tym drogi panie!
Awatar użytkownika
tsdom234
Posty: 3
Rejestracja: 14 cze 2008, 7:22

Postautor: tsdom234 » 21 cze 2008, 23:18

ja sie wybieram z dziewczyna i do sielec tez a ty :D :lol:
isko_:)
Członek FFC
Posty: 674
Rejestracja: 30 gru 2004, 13:55
Lokalizacja: Tarnów

Postautor: isko_:) » 21 cze 2008, 23:31

Jak dobrze pójdzie to się wybiorę :P
Ska ska, ska skaranie,
Skaranie boskie z tym drogi panie!
Awatar użytkownika
Nemo
Zarząd FFC
Posty: 11201
Rejestracja: 26 lut 2005, 18:54
Lokalizacja: Police
Kontaktowanie:

Postautor: Nemo » 22 cze 2008, 22:47

Dziękuję Mamie Muminka za "Julię" i "Szczęścia smak" ;*
Czekamy na megarecenzję z maratonu :P
Stoję przed życiem, jak przed szybą zachlapaną farbami...
-
...Nemo my name forevermore...
-
Oficjalna strona FFC - www.ffclzy.pl
Awatar użytkownika
Mama Muminka
Członek FFC
Posty: 194
Rejestracja: 23 sie 2006, 18:32
Lokalizacja: Gdynia

Postautor: Mama Muminka » 23 cze 2008, 21:14

No nareszcie w domeczku.
Na relację, niekoniecznie mega dużą musicie troszkę poczekać.
Do domu wróciłyśmy dopiero chwile temu. Trzeba uzupełnić niedobory kawy i snu.
Awatar użytkownika
sylwiak
Członek FFC
Posty: 5315
Rejestracja: 29 cze 2003, 17:28
Lokalizacja: Londyn / Katowice

Postautor: sylwiak » 27 cze 2008, 10:13

Koncert w Brzesku był świetny, bardzo fajny klimat,
no i Ania na koniec polewająca wodą, publiczność i siebie :)
I Adama Adriana :D:D
Koncert zalicza się do bardzo udanych...
Dziękuję Bliźniaczkom.... oj Wy wiecie za co :*:* za wszystko :)
Ekipie maratonu- za to że mieli siłę na kolejny koncert, za spotkanie po długim czasie i za wszystko :)
Ani, zespołowi- za koncert :)
tel. 794-968-977
Myspace :-) Last.fm :-) Facebook
Awatar użytkownika
Mama Muminka
Członek FFC
Posty: 194
Rejestracja: 23 sie 2006, 18:32
Lokalizacja: Gdynia

Postautor: Mama Muminka » 15 lip 2008, 21:24

Niedziela rano. Ze względu na fakt, że mimo usilnych starań nie udało nam się znaleźć transportu do Sielca, po spożyciu kolejnego turystycznego śniadanka i nakarmieniu pozostałymi bułkami z Gdyni i Szczecinka okolicznych wróbelków skorzystałyśmy z zaproszenia Kuby i około 10:30 pojechałyśmy z Kędzierzyna Koźle do Krakowa. W Katowicach dołączył do nas Kuba.
Na świętej ziemi Krakowa pierwsze nasze kroki prowadziły do CK Browar, który zachwalał pod niebiosa Kuba i miał też święta rację. Niewątpliwie jak jeszcze kiedyś będę w Krakowie, a będę na pewno to pierwsze kroki skieruje właśnie w to miejsce. Ciekawy wystrój, miła klimatyczna atmosfera, fachowa obsługa, dobre jedzenie a piwo po prostu marzenie. Uśmialiśmy się z Kubą z nieletniego składu ekipy. Pierwszy raz ktoś zapytał moją córkę i Małgoś o dowód osobisty.
Każdy normalny człowiek powie, że 5 godzin na wizytę w Krakowie to kretynizm, ale ja się z tym nie zgadzam. Wałęsaliśmy się po starówce według własnego upodobania ciesząc się z drobiazgów jak dzieci nie poganiani ani ograniczani przez żadnego przewodnika. Było cudownie.
W Krakowie niemile zaskoczył mnie fakt, że schodząc z peronu wchodzi się bezpośrednio na teren centrum handlowego. Po pierwsze nie lubię tego typu miejsc, a po drugie, jeżeli ktoś ma powiedzmy 20 min. na przesiadkę a nie zna dworca nie ma żadnych szans. Wyjście z centrum na perony jest fatalnie oznakowane, a uzyskanie od kogoś jakiejkolwiek informacji mimo tłumu ludzi jest prawie niemożliwe. (Większość przyjezdnych w tym połowa tak jak my trafiła tam przez przypadek i też poszukiwała wyjścia)

Kraków 18:30 wyjazd do Brzeska.
Planując maraton dwa razy sprawdzałam informację pkp czy stacja Brzesko Okocim to na pewno to Brzesko, którego szukam. (nawiasem mówiąc to piwo Okocim produkuje się właśnie w Brzesku). Na mapie szczegółowej wcale nie dziwiła mnie znaczna odległość tych dwóch miejsc. Trochę zaniepokoiła mnie widoczna odległość na dużej turystycznej mapie Polski, ale uznałam, że jestem przewrażliwiona. Mój niepokój był jednak uzasadniony, o czym przekonaliśmy się na miejscu zapychając z dworca 40 min. ostrym marszem poganiani telefonicznie przez Isko.

Na teren koncertu weszliśmy już poganiani znajomymi dźwiękami. Obsówy czasowe jak się jest na miejscu są lekko denerwujące, ale dla nas tego dnia było to wybawienie.
Krótkie przywitanie z Isko i z Pawłem. Plecaki do sklepiku, koszulki na grzbiet i w tłum.

Koncert powiedziałabym w klimacie 666. Upał nie spotykany nad morzem. Łzy podkręcające na maxa gorącą atmosferę, fantastyczna publiczność. W trakcie koncertu Tomek techniczny zapewne w jakimś konkretnym celu wszedł na kilku metrową metalową konstrukcję z boku sceny i tak mu się udzieliła atmosfera, ze zaczął na tej konstrukcji pląsać, podrygiwać, śpiewać i robić różne śmieszne miny wprowadzając publiczność w stan osłupienia.
Temperatura koncertu rosła z minuty na minutę. Woda, którą Ania polała publiczność nie była wstanie ugasić panującego szaleństwa.
Fantastyczny koncert na zakończenie wymarzonego maratonu, no i w końcu dane mi było spotkać się z członkami FFC z południa.

Po koncercie kilka miłych chwil rozmowy, krótkie i smutne pożegnanie (wszystko co piękne szybko się kończy) i biegiem z powrotem na dworzec (szkoda tylko, że inną drogą przez okoliczne manowce). Pięć minut przed północą widok obskurnego dworca był dla nas czymś najpiękniejszym na świecie.

Brzesko 00:05 odjazd do Warszawy. Dla nas oczywiście, Kuba musiał w Krakowie się przesiąść, ale do tego czasu zdołał nam omówić i zademonstrować wszystkie znane metody spania w pociągu włącznie z fachowym nazewnictwem np. na glonojada. Z ciekawszych rzeczy z tego etapu podróży dowiedziałyśmy się, że za odpowiednią kwotę można zatrzymać pociąg pospieszny na stacji na 30 min. i wysłać konduktora po siatkę piwa.

Dojeżdżając do Warszawy nieświadoma, że mówię to w złą godzinę radośnie oznajmiłam, że po tylu przejechanych kilometrach w czasie maratonu mam wrażenie, że Warszawa to tak blisko, że już prawie jak u siebie w domu.

07:50 przesiadka w Warszawie Centralnej i porażka po całej linii. Nasz ukochany pociąg Słoneczny, który miał zawieść nas do domu odjechał, szkoda, że bez nas. Próbowałyśmy jeszcze złapać go we wschodniej, ale tam po raz drugi pokazał nam plecy. A to oznaczało poważne problemy, jeżeli nie ma się przy sobie zasobnego portfela.
W czasie pogoni Słonecznego poinstruowane telefonicznie przez Darię wiedziałyśmy, ze ze wschodniej mamy pośpiecha o 08:35. Niestety nie zdążyłyśmy również na niego dzięki nieuprzejmości pani w kasie, u której dwukrotnie próbowałyśmy bez powodzenia kupić bilet na ten pociąg, bo ponoć go nie było. O 08:40 wkurzone i zrezygnowane u tej samej głupiej kobiety próbowałyśmy znaleźć pociąg do domu. Intercity proszę bardzo jak na siało szkoda tylko, że bilet kosztuje 103 zł. I nie ma zniżek szkolnych. Pociągi osobowe- nie ma , pośpiech - 18:35 masakra. Na pytanie czy tylko jeden pośpiech na dobę jedzie do trójmiasta pani zdziwiona oznajmiła, że był o 08:35 ale już odjechał. Normalnie zabić kobietę. Pani nie potrafiła nam również znaleźć jakiegokolwiek pociągu z przesiadką, ponieważ kasy nie są podłączone do systemu. Panie pracują tam korzystając z żółtych dużych arkuszy rozkładu wiszących na każdym podżędnym peroniku.
I to ma być stolica obciach to mało powiedziane.
Mając bardzo dużo czasu poszłyśmy zwrócić niewykorzystane biletu ze Słonecznego do informacji i tam w pewnym sensie nastąpiło nasze wybawienie. Pani znalazła nam dwa połączenia, po jedenastej z przesiadka w Olsztynie i około trzynastej w Bydgoszczy.

Jedenasta coś tam wyjazd z Warszawy do Olsztyna. Tam dwie godziny oczekiwania.
Szesnasta coś tam odjazd do trójmiasta. Z Małgoś czule pożegnałyśmy się w Gdańsku.
O 20:10 postawiłyśmy nasze zmęczone stopy na upragnionej Świętej ziemi Gdyni.
W domu byłyśmy około dziewiątej wieczorem.

Jeżeli komuś wydaje się, że własne wygodne łóżko po takim maratonie to najlepsza rzecz, która może się przydarzyć człowiekowi to jest w wielkim błędzie. Obie z Alą przez pierwsze dwie doby miałyśmy problem ze spaniem. Łóżka były za duże, za miękkie, nic nie kołysało i nie stukało. Jak już zasnęłam to zamiast spać, jak ciężka idiotka kilkakrotnie w nocy zrywałam się, siadałam na łóżku jak bym miała sprawdzić na jakiej stacji staje pociąg.

Podziękowania:
Sylwia - za kolejne spotkanie po bardzo długim czasie.
Bliźniaczki - za nasze pierwsze spotkanie
Isko - za poznanie, doping telefoniczny, wspólna zabawę na koncercie
Aśka - za poznanie i wspólny koncert

Szczególne podziękowania dla:

Małgoś - za wszystko, że byłaś z nami w doli i niedoli, za10 dworców kolejowych, tysiące przejechanych kilometrów, długie rozmowy, żarty i żarciki, wspólne koncerty i wiele wiele innych rzeczy.

Paweł -za duchową obecność z nami w czasie podróży , za pisanie bądź nie pisanie smsów, wspólne koncerty, optymizm i poczucie humoru.

Kuba -za spotkanie po latach, poczucie humoru, transport do Głubczyc, zaproszenie do Krakowa, wspólne podróże i jeszcze parę innych rzeczy

Daria , Nemo, Ewcia – za wsparcie duchowe, troskę i pomoc telefoniczną

Całego Zespołu - za cztery fantastyczne koncerty, olbrzymie pokłady energii i adrenaliny, miłe i ciekawe rozmowy.

Adi - ty wiesz za co, Po prostu za WSZYSTKO
Dawid - za wyrozumiałość dla rzeczpospolitej babskiej
Adam - za spostrzegawczość i rozmowy na temat topografii Polski
Rafał - za to, że oddałeś nam swoje „ostatnie” kostki
Arek - za śmieszne minki
Dyzio - za współpracę, troskę i za to, że jesteś Andrzej Król
Wons - za aurę spokoju emanującą od twojej osoby
Ekipa techniczna - za cierpliwość dla pałętających się wszędzie nawiedzonych wariatek
Ania i Maciek - za życzliwość, zainteresowanie, uśmiechy i miłe rozmowy

Przepraszam, że tak długo, ale jak już wcześniej wspomniałam łatwiej pojechać na maraton niż napisać z niego relację.
Jeżeli kogoś pominęłam z góry przepraszam. Działo się tak wiele, że trudno to ogarnąć.
isko_:)
Członek FFC
Posty: 674
Rejestracja: 30 gru 2004, 13:55
Lokalizacja: Tarnów

Postautor: isko_:) » 15 lip 2008, 22:47

Wychodzi na to, ze takie maratony nie służą zdrowiu :D Ja również dziękuję bardzo za świetną zabawę.Czekałam aż Mama napisze relację ;D bylam jej po prostu ciekawa :)
Ska ska, ska skaranie,
Skaranie boskie z tym drogi panie!
Awatar użytkownika
Mama Muminka
Członek FFC
Posty: 194
Rejestracja: 23 sie 2006, 18:32
Lokalizacja: Gdynia

Postautor: Mama Muminka » 16 lip 2008, 12:46

Ależ droga Isko nie masz racji. Maratony raz na jakiś czas są wręcz wskazane dla zdrowia. Podnoszą ciśnienie, a przede wszystkim poziom serotoniny tak zwanego hormonu szczęścia we krwi. A powszechnie wiadomo, że im człowiek szczęśliwszy tym zdrowszy.

A po za tym w moim przypadku odniosłam dodatkowe korzyści zdrowotne. Gdzieś po drodze w ciągu trzech dni zgubiłam 5 kg. Powinnam opatentować maraton jako dietę cud.
isko_:)
Członek FFC
Posty: 674
Rejestracja: 30 gru 2004, 13:55
Lokalizacja: Tarnów

Postautor: isko_:) » 16 lip 2008, 14:56

No jeśli tak przedstawia się sprawa to rzeczywiście jest co patentować :D


Tak jak obiecałam Syberyt, teraz ja wrzucę swoją króciutką relację :)

Tak naprawdę to miałam się nie pojawić na koncercie, ale przekonałam jakoś swojego kolegę :D
Kiedy byliśmy już na miejscu, trochę się pogubiliśmy i objechaliśmy pół Brzeska dookoła, ale dzięki mojej intuicji ( 8) ) i wskazówek Sylwii dotarliśmy :)
Przywitaliśmy się z Pawłem, którego pierwszy raz na oczy widziałam, Sylwią i Bliźniaczkami, które też widziałam pierwszy raz na oczy :D

Koncert się zaczynał a ja poganiałam "Maratonową" ekipę, aby się troszkę pospieszyli :P W końcu dotarli, a Syberyt się przecisnęła jakoś do mnie (jaka ona wysoka! :shock: ). I wspólnie bawiłyśmy się w rytm Łzowej muzyki :D Ach! Zapomniałam dodać że jeszcze poznałyśmy Aśkę! Przepraszam!

Potem jakoś tak dziwnie się stało, że spotkałyśmy Mamę Muminka :) (ukłon).

Koncert trwał....w pewnym momencie Anka wzięła kilka butelek wody i najpierw polała siebie a potem publiczność. W tłumie było niesamowicie gorąco,a ta woda troszkę dała :P Potem Adam wziął półtoralitrową Piwniczankę (chyba) i opryskał nią Ankę :P Ale nie wiem czy dobrze pamiętam.

Łzy zagrały jeszcze kilka piosenek i koncert się skończył. A potem pożegnanie ze wszystkimi i do domu.

Dziękuję wszystkim za koncert. Nie będę wymieniać, ponieważ nie chcę nikogo pominąć :)

Tak naprawdę był to mój pierwszy koncert z FFC i na pewno go bardzo miło zapamiętam.... :)
Ska ska, ska skaranie,
Skaranie boskie z tym drogi panie!

Wróć do „Koncerty”