Działoszyn.

Wasze wrażenia, opinie i dyskusje o naszych koncertach

Moderatorzy: Nemo, Małgorzata, Cień Anioła, Adrian-LZY, Dagmara

Awatar użytkownika
Marcin-Moon
Członek FFC
Posty: 1674
Rejestracja: 06 sie 2002, 18:13
Lokalizacja: Jaworzno

Działoszyn.

Postautor: Marcin-Moon » 20 lip 2003, 10:54

Działoszyn - 19 lipiec 2003


To był jeden z koncertów przeżytych troszkę inaczej. Po pierwsze grono FFC liczyło chyba tylko 8 osób, ale to oczywiście w niczym nie przeszkadzało ;) Brakowało nam Was :P Ale tylko czasami :D :P Po drugie bez większych problemów cały koncert spędziliśmy opierając się o bok sceny :)

Ale też ciekawe co było wcześniej, bo sam koncert ŁEZ to chyba już każdy miał okazję zobaczyć :D Wyruszyliśmy z Katowic w składzie: Sylwia, Kala, Syriel, Przemek i Ja.
Sylwia nas troszkę zaskoczyła bo miała ze sobą pluszowego miśka... później nazwaliśmy go "MAŁPĄ" :P Droga minęła bardzo miło: słuchaliśmy ŁEZ, rozmawialiśmy i nieco przegapiliśmy drogę do Działoszyna ;) Ale co tam, nieważne :P Ważne, że dojechaliśmy :D Byliśmy także na chwilkę MC DONALDZIE, gdzie otrzymaliśmy pozdrowionka od Martyny, która chyba duchem była z nami i my z Nią :* :* :* :* Zatrzymaliśmy się w ogródku i tak gawędziliśmy i nie tylko :D Po kilku godzinach pojechaliśmy do Hotelu, gdzie był już zespół :D :D :D Potem przyszedł Sławek (Iwan), Martin i jeszcze jeden ich kolega, ale nie pamiętam imienia - zdarza się :P Tak sobie siedzieliśmy i było bardzo miło :D Wszyscy z zespołu przyjęli nas ciepło :) Potem wszyscy wyruszyliśmy samochodami na miejsce koncertu. Tam robiliśmy sobie zdjęcia, a jak zobaczyłem Syriel z basem Arka to też sobie zdjęcie zrobiłem :D Koncert spędziliśmy z boku, ale bardzo przyjemnie, tak inaczej :P Potem trochę pomagaliśmy Karinie w sklepiku. Ahh jeszcze jedno jeśli chodzi o koncert - Adam rozwalił całą swoją gitarę :D Tak mi żal jej było :) Potem szukałem gryfu, ale widziałem jak jakiś gościu już go nabył, resztę znalazł tez ktoś inny :( A co po koncercie.... w dom ??? !!! Nie, nie - nie tym razem :P Prosto do Hotelu. A tam zabawa, granie w piłkarzyki, rozmowy (niezbyt ciekawe i mądre oraz nie do opublikowania na Forum :D ;)) Po pewnym czasie Dawid wziął siekierę i poszedł organizować ognisko :) Było cudownie !!!!! wszyscy siedzieliśmy przy ognisku i piekliśmy kiełbaski :D (nie było z nami tylko Ani i Arka). Czuło się lekkie zmęczenie... była chyba 3.00 nad ranem. Pożegnaliśmy się z wszystkimi, Adam był naprawdę bardzo miły (jak to Adam) i fajnie jak się słyszy słowa typu "dziękuję, że przyjechaliście"... naprawdę :) Wtedy to wszystko ma sens :D :) W drodze powrotnej wszyscy już byli padnięci - najbardziej jednak chyba Sylwia :)

A tak naprawdę, to wszystkie najlepsze i najśmieszniejsze rzeczy nie są tutaj do napisania z wielu powodów - niestety :P Forum czyta dużo osób, których nie znamy może nawet nie są zarejestrowani i czasem tutaj zaglądają i czytają.

Teraz czas na podziękowania:

Dla Przemka (Frezzer'a) za transport i towarzystwo :)
Dla Sylwii za to, że jest :* Oraz za to, że jest dobrym Prezesem i wszystko załatwi :)
Dla Syriel, Kali, Sławka (Iwana) i całej reszty FFC :)
No i oczywiście dla ZASPOŁU ŁZY !!!
...
Awatar użytkownika
frezzer
Posty: 214
Rejestracja: 12 cze 2003, 4:34
Lokalizacja: Siemianowice Ślaskie

Postautor: frezzer » 20 lip 2003, 11:34

A z mojej strony wyglądało to tak:

Otóz dzien zapowiadał sie bez żadnych ekstra wydarzeń, ale od początku :

Przyjechałem po czwórke dobrze wam znanych osób (Sylwia,Syriel,Kala,Moon) po umówione miesce -- zabralisy sie dosc sprawnie -- wiec pare minut pozniej bylosmy juz w drodze na Dzialoszyn -- Jak dojechalismy do Częstochowy to chyba przeraziłem sie wielkościa tego miasta - bo mi sie drogi pomyliły i tak jakies 15 km zostawiłem na dwa okrązenia po miescie :-) -- No ale jak juzesmy trafili to kolejnym przystankiem byl McDonald, w którym co poniektórzy naładowali sie pozytywnie po szejkach i bułeczkach mcdonaldowych -- i czas na dalsza droge -- znowu godzine pozniej zapatrzylem sie chyba na słonce bo droga sie straciła nie ta co trzeba i do Działoszyna trzeba było nadrabiac 30 km :-)

Zesmy dojechali do Działoszyna -- kierunek park strazaka -- godzine pozniej bylismy srednio po 2 piwach na osobe -- Zreszta Sylwia z poczatku zapowiedziala ze idzie na całosć -- wiec poszła i od czegos trzeba bylo zaczac :-) -- I NI z tada ni z Owąd padł pomysł zeby wpasc do zespołu do hotelu zrobic im niespodzianke -- jak sie powiedziało tak tez sie zrobiło -- Nastapiły przywitania - fotki - itd. No przedewszystkim rozmowy z zsepołem -- po 15 minutach i dwóch telefonach do nich byli wszyscy i było super - chłopaki sie przygotowywali do wystepu w znany sobie sposób :-) Anka była bardzo rozmowna - i jedyne co przeszkodziło aby napisac bardzo, bardzo - to ze trza bylo na koncert juz spadac -- Wiec jedziemy na koncert -- Pojechalismy za busikem prosto za scene główna. -- I człowiek poznał ze zarąbiscie mozna sie bawic od strony zaplecza koncertu -- Inaczej sie słuchało - ale frajda niesamowita -- Polecam kazdemu któ tego nie przezyl -- I ni stąd ni zowąd (po raz drugi) -- czyli cuda sie zdarzaja dwa razy tego samego dnia :-) -- padł pomysł zebysmy po koncercie wpadli raz jeszcze do hotelu - do zespołu -- Jak sie powiedziało tak tez sie zrobiło. -- Wiec sie nie powtarzajc to prócztego ze Anka przeprosiła nas ze nie moze byc z nami, zbrakło tez Arka, ale to nic -- najpierw zaczeły sie pogadanki w hotelu, zeby impreze przeniesc na zewnatrz - pomysł Dawida - zreszta bardzo udany -- Wiec Dawid zabrał Adriana - wzieli toporek i po 15 minutach ognisko sie juz paliło -- Sylwia juz wtedy plan tego dnia wyrobiła w 100% :-) Ale bylo milo -- byl czas na pogadanie - na jedzonko - pyszny wuszt :-) I czas szybko minął dodac zmeczenie i około 3:32 zbieralismy sie do domciu -- Pozegnalismy sie ze wszystkimi -- Bylo zarąbiscie !!! -- No i droga powrotna -- towarzystwo spało jak jeden wiec im bylo wszystko jedno ze jedzie sie 100 km/h w mgle gdzie widocznosc czasem spadała do 30 metrów :-) --- Pozrawiam wszystkich którzy sie przyczynili to takiego spedzenia dnia -- Jestescie kochani -- :-)

Ach mialem wspomniec jeszcze o słowie "wiesniara" - ale mi sie niechce :-)
You cry, You learn
Awatar użytkownika
iwan
Posty: 797
Rejestracja: 13 sie 2002, 6:27
Lokalizacja: Piekary Slaskie

Postautor: iwan » 20 lip 2003, 15:42

Dobra teraz moja relacja :D
Nad wyjazdem do Działoszyna myslelismy jush na koncercie w Chorzowie tydzien wczesniej.Z tego powodu ze bylo jedno miejsce wolne w aucie u Martina zaproponowalem nowej "kolezance" Oli czy nie chce jechac ta po rozmowie z rodzicami powiedziala ze baaardzo chce jechac.Dzwonilem do niej kilka razy w tygodniu i byla bardzo ucieszona ze moze jechac z nami wiec nie wiedzialem ze cos nie wypali.W sobote dzwonie do niej zeby powiedziec o ktorej jedziemy a telefon gluchy... :evil: Dzwonie na komore-a ona mi haslo sorki ale jestem u babci daleko stad....CHcialem zeby po nia po drodze skoczyc a ona nie bo jush za pozno ( :?: ) i ze nie jedzie. Poprostu szkoda slow :evil: Ale mamy nauczke zeby nastepny raz brac tylko znane i zaufane osoby :evil: W tym momencie odechcialo nam sie jush jechac....Bylo to jush nieoplacalne a skombinowac kogos w ciagu pol godziny na wyjazd graniczylo z cudem.Zadzwonila Sylwia i powiedzielismy jej ze nie jedziemy....W koncu jednak wkurzylismy sie i dalismy wiecej pieniedzy na benzyne i ruszylismy w droge z 2-ma miejcami wolnymi w samochodzie :? (zesrej sie a nie dej sie :P )
Niestety nasz kierowca Martin na trasie nie zauwazyl ze wjechalismy do Czestochowy ( :lol: ) ze minelismy centrum i ze z niej wyjechalismy ( :lol: chyba go za bardzo zagadalismy :P ) przez co zrobilismy 50 km wiecej. W samochodzie Sylwia zadzwonila nam ze mamy przyjechac od razu do hotelu.Podjechalismy pod hotel po ciezkich trudach (pozdrowienia dla pana ktory stwierdzil ze nie ma w poblizu hotelu i dla pana ktory skierowal nas na hotel, ktorego od roku jush nie ma :lol: ) a tam jush zespol w komplecie (razem z Ania :shock: ) oraz nasze FFC czyli Sylwia, Przemek(freezer), Marcin(Moon),Monika(Syriel).Niektorzy jush ladnie wygladali hehe wtajemniczeni wiedza kto :D Pogadalismy sobie z zespolem (Adam znowu mial fajne spodnie-hehehe ZEBRA :lol: ) i ruszylismy autami za ich busem-przy czym Sylwia powiedziala Karinie ze jestemy jak co z zespołu-(hahaha Sylwia-pani wicemenager :P ) i za chwile jush bylismy za scena z zespolem.Co chwila ktos sie dopieprzal co mu tu robimy a my :"My??My jestesmy z Techniki Łzy" albo "My??My sprzedajemy w sklepiku" :lol: "Jescie fanami??? -Nie fani sa przed scena my jestesmy z zespolu " sciemy lecialy jak cholera :wink: Nawet zalapalismy sie na darmowe browarki "dla zespolow" :)
Wrescie zaczal sie koncert ale nie bylo szans zeby wejsc do mlyna za barierkami a przed nas wypraszali cholerni ochroniarze wrrrrr :evil: W koncu stanelismy sobie z boku sceny i mielismy super widok na zespol i robilsmy swoj mlyn :D Po koncercie pomagalismy Karince prowadzic interes w sklepiku i okolicznym fanow dostawac upragnione autografy.Potem wsiedlismy do auta i przyjechalismy za zespolem do hotelu, posiedzielismy chwilke w restauracji Poznalismy nowych kolesi w knajpie, ktorym Dawid przedstawil sie jako prezes fanklubu :lol,ale oni byli jush tak wstawieni ze do nich chyba za duzo nie docieralo: Dawid "Widzisz jo tu zech przyszedl do wos z fanklubu a te dupki z zespolu nie chca sie ruszyc" Hahaha On ma poczucie humoru a ten jego śląski mnie rozwala :lol: Potem Dawid stwierdzil ze jest tu zbyt duszno i trzeba ognisko rozpalic.Poszedlem z kolega za nim po jakies galezie i jush za chwile ognisko sie palilo.Przyszla reszta i tak siedzielismy sobie, robilismy kielbaski,chlopaki z zespolu non stop se dogryzali: "Te miechu' -"Do mnie godosz" "Ja bo Twojego starego w poblizu nie ma " :lol: Bylo niezle i smiesznie ale za duzo nie moge zdradzic bo za duzo obcych forum czyta hehe w kazdym razie najlepsze bylo jak Dawid i Adam poszli robic Meduze :lol: :lol: :lol: Ci co byli wiedza o co chodzi hehe Karinie chyba sie to nie spodobalo :wink: bo nie wierzyla do konca ze to przy niej zrobia :D
I tak czas plynal nieublaganie i trzeba bylo sie zbierac do domu.Pozegnalismy sie z zespolem i Zebra (Adam :D ) nas odprowadzila :)
Wyjechalismy kolo 3 do domu. Bylo extra i mysle ze bylo to najlepsze spotkanie z zespolem na ktorym bylem :D :D :D
Szkoda ze nie było Pana m. :twisted: no i ze nas Ola wyrolowala....szkoda słów wogole....
====> Śpieszmy się kochać ludzi-tak szybko odchodzą... <====
Sylwia
Członek FFC
Posty: 1691
Rejestracja: 21 kwie 2002, 17:28
Lokalizacja: Rybnik

Postautor: Sylwia » 20 lip 2003, 16:37

No panowie......to mają być relacje???Takie krótkie.... :lol: szkoda że Moni nie ma bo by Wam pokazała jak się piszę PRAWDZIWE RELACJE.... :wink: ....kolej na mnie...

W Katowicach byliśmy umówieni z Przemkiem (Frezzerem) pod EMPIKIEM na godzinę 14.00.....praktyacznie wszyscy przyszliśmy na czas w umówione miejsce......a ja nie byłam sama bo byłam z "małpą".....dla Ani .....od fana z okazji urodzin.

Humory dopisywały ....słonko prażyło niemiłosiernie.....muzyka grała (nie muszę mówić co puszczaliśmy :wink: :wink: ).....czego chcieć więcej.... :roll: ....NICZEGO oczywiście (oprócz kawy ma się rozumieć)...W Działoszynie mieli dojechać do nas IWAN OLA MARTIN I LUKASZ (pamiętaj Marcinku to imię :lol: ). Na kawę i posiłki stanęliśmy oczywiście w Mc-donaldzie co już też powoli staje się tradycją że FFC...daje Im zarobić :P .

Właśnie tam zadzwonił Marcin że jednak nie jadą bo Olka ich wystawiła do wiatru (nie mylić z Lukrecją czy Olcią :roll: ).....a na 3 składać się na paliwo to rzeczywiście sporo kasy....gdy gadałam z Iwanem (załamanym-dosłownie :? ) przez telefon oczywiście nie umiałam powstrzymać się od śmiechu.....i wyrzucania że można było wziąć kogoś innego.....bardziej rzetelnego.....w każdym razie nie mogłam już ich tym dobijać więc w końcu przestałam się śmieć.....i na prawdę zrobiło mi się smutno....nam wszystkim się smutno zrobiło :( :( ....bo po pierwsze wiem jak Iwan się potwornie cieszył na ten koncert i spotkanie z nami....a po drugie Nam też by było milej jak by nas było więcej :? ....w każdym razie byliśmy przekonani, że tym razem będzie nas reprezentować tylko 5 osób...znaczy reprezentować FFC 8) .

Podczas drogi jednak zadzwoniła Karina, że koncert będzie nie jak planowano o 20.30 a gdzieś ok.22.00....więc oczywiście zadzwoniłam zaraz do Iwana...żeby ich jednak przekonać.....ale tu czekałam mnie niespodzianka....bo okazało się że Oni już praktycznie zdecydowali się jechać.....nie muszę mówić jak nas ta wiadomość ucieszyła. :D :D :D 0

Droga mijała kapitalnie......ze śpiewem na ustach......rozmowami.....i chyba dlatego trochę żeśmy przejechali.....jakieś 30 km......było to zabawne bo potem się okazało że Mrcin z Kolegami też zabłądzili i też się zreflektowali w tej samej miejscowości co my :) :)

Ale na szczęście dojechaliśmy na miejsce. Samo miejsce na koncert nie był zły...bo po pierwsze w parku więc cień murowany.....po drugie piwa było mnóstwo....ale też i stolików nie brakowało (jak to miało miejsce np.w Pietowicach)...Rozsiedliśmy się wygodnie.....i coż było robić....JAK NIE ZACZĄĆ PIĆ :wink: :wink: Ja sama od razu się przyznaję że tylko dlatego nie żałowałam że nie ma całego FFC bo nie musiałam choć raz nikogo pilnować...patrzeć na zegarek....mieć oczy naokoło głowy.....ale też zaraz jak się rozgościliśmy to stwierdziłam że brakuje mi tu tych co zawsze są z nami8....bo na wygłupy miejsce kapitalne.....

Zbliżała się godzina 19.30 i zadzwoniła Karina z wiadomością że Oni już są w Działoszynie....ale że są w hotelu celem kąpieli (swoją drogą my po 3 godzinach jazdy kąpieli nie potrzebowaliśmy....ale przecież my nie jesteśmy gwiazdami :P ) i pojawią się u nas ok.21.00. Stwierdzilśmy że dość późno.....i oczywiście wpadł mi do głowy szatański plan...."skoro mahomet nie przyszedł do góry.....to góra przyszła do mahometa :D ".....więc zadzwoniłam do KARINY że przyjeżdżamy do Nich do hotelu....na co Ona oczywiście zareagowała słowami JASNE ......PRZYJEŻDŻAJCIE......ale obiecała że dalej nic zespołowi nie powie.....bo prosiliśmy żeby ne mówiła Im ze nawet i tak daleko FFC dojedzie 8) (swoją drogą to czasem myślę że mamy niepokolei w głowach :roll: ).

Hotelu "MALIBU" nie trzeba było długo szukać......bo tam to jedyny hotel w okolicy :) więc już po kilku minutach tam byliśmy (po wcześniejszym skierowaniu tam też Iwana i s-ki :wink: .

Umówiliśmy się tam z Kariną, że za chwilkę każe zespołowi zejść do barku.....my już jednak weszliśmy i właściwie "weszliśmy" na Adasia :roll: ....prawie nie upuścił szklanki z .......którą trzymał :P .Wyściskaliśmy się z Nim.....i ruszyliśmy na taras gdzie już większość zespołu była :P .....i na serio miałam wrażenie że Oni się ucieszyli na nasz widok.....potem pojawiła się Ania i chyba pierwszy raz widziałam że i Ona się cieszy że i tam się FFC zjawiło. Oczywiście najpier spełniłam swój kurieski obowiązek i wręczyłam jej maskotkę....a potem już przeszliśmy do części rozrywkowo-konsumpcyjnej spotkania.......znaczy po naszemu "pijackiej".....ale delikatnie pijackiej (żeby nie było wątpliwości :P.
W tym czasie dojechali już chłopcy i czas upływał na rozmowach żartach kłotniach (moich z Adasiem.....jak zawsze :P ).....poruszony został temat tematu o menagerach zespołu .....oraz poruszyłam prośbę fanów o pisenki na koncertach które chcemy usłyszeć.....i może jest szansa że niektóre usłyszymy czasem.....ale narazie nie zapeszam :) .

Zbiżała się jednak 21.00 i pora była już najwyższa żeby zacząć się zbierać. Uzgodniłam z Kariną żeby gdy będą ich ochroniarze wpuszczać z samochodem żeby powiedziała że jeszcze 2 auta jadą za nimi (hehe :P .....jako obsługa) na co jak znacie Karinę się zgodziła (ale oczywiście uczulam żebyśmy się do tego nie przyzwyczajali). Gdy już w końcu dojechaliśmy od tyłu za scenę to doceniliśmy to bo gdyby nam przyszło parkować samochody to chyba 1 km od miejsca koncertu. Gdy już powysiadaliśmy z samochodów pdszedł do Nas szef ochrony i powiedział że fan-club niestety tu nie może przebywać......że mamy wyjechać autami....ale i na to był sposób....obróciłam plakietkę z drugiej strony i powiedziałam że współpracujemy z zespołem (że ja jestem II menagerem zespołu......ludzie są ze sklepiku i obsługi technicznej :P )....i On oczywiście w to uwierzył po czym zaprosił nas w razie potrzeby6 do garderoby :) :) . Oczywiście mogło się obejść bez oszustwa......ale już nie chciałam prosić Kariny o pomoc......a ja zawsze twierdziłam że jak się jest mądrym to należy być sprytynym (a ja taka właśnie jestem :D :D ). Oczywiście skorzystaliśmy z darmowego piwka......kto miał ochotę to mógł się posilić (bo był szwedzki stół).....ale musieliśmy żeby się nie rzucać w oczy......chodzić po 2 osoby...żeby się nie rzucać w oczy :? :? . Rozpoczęły się już ostatnie przygotowania do koncertów......chłopcy nasi rozstawili sklepik.......i usłyszęliśmy pierwsze dzwięki Intro......kolejności piosenke chyba nie muszę nikomu przedstawiać.....bo ta kolejność od nowej płyty praktycznie się nie zmienia.......Ja już nie raz przeżywam ostatnimi czasy koncerty od tyłu......i przynajmniej widzę reakcję publiczności, choć w Działoszynie średnia wieku była bardzo niska.....aczkolwiek ludzie bawili się wyśmienicie.......choć nagłośnienie było kiepskie.....i głos Ani potwornie szwankował :roll: (miała chore gardło).

Po koncercie jak zawsze chwila czasu dla fanów.....zdjęcia, autografy......i wieczór powinien się dla nas skończyć....ale Karina oczywiście za nic nie chciała przyjąć do wiadomości że jedziemy do domu......tylko za logiczne uważała że teraz po koncercie już możemy "pić" więc mamy za nimi jechać do hotelu...oczywiście nie trzeba nas było długo namawiać i tym sposobem za 10 minut już byliśmy pod hotelem "Malibu".
Ania jednak była bardzo zmęczona i przyszła na chwilkę do nas na parking pogadać....pożegnać się.....usrawiedliwić swą nieobecność i poszła do pokoju ...Marcin.....Jezu.......co Ty mówisz?Co to było z tą "wieśniarą?"...Czemu ja nie pamiętam? :roll: :roll:

My z Kariną zatem udałyśmy się do barku a potem już szczęśliwe ze szklaneczkami do stolika na "babskie gadanie"......część była z nami....część grała w piłkarzyki....część w szachy w pokoju (oczywiście o to też musiałam się pokłócić z Adasiem :twisted: )...i gdy szłam do Jego pokoju żeby mu coć tam uświadomić....to weszłam nie na to piętro na które miałam iść i zapukałam do całkiem innego pokoju i otworzyła mi zdziwiona sprzątaczka :P ....w końcu trafiłam na to piętro.....i zagroziłam że zaraz spadamy jak się nie pojawi... :P :P

Więc i Adaś był z Nami.....ale wtedy do stolika przyszedł Dawid i stwierdził że "nie mogymy tak o pystych pyskach siedzieć.....On idzie po wuszt i zrobi łognisko :P :P ". Jak powiedział .....tak zrobił.....wziął siekierkę i poszedł pod las... :) ....My z Kariną dalej piłyśmy.....w końcu przyszedł Adi żeby nas wyciągnąć do ognia (nawet nie wiem że tak długo z Kariną same byłyśmy.......chyba prze to klachanie)....ale stwierdziłam że jeszcze nam Adrian nie postawił nic....więc się chłopak zreflektował.....i już szklaneczki zostały zapełnione... :P :P . Więc ja już wstałam żeby się udać na ognisko.....a Karina jeszcze z kimś gadała.....i to był błąd że się Jej nie trzymałam tylko ruszyłam sama.......niby blisko.......niby nie tak ciemno....niby myślałam że dojdę....że nic mi nie jest.......ale to była tylko moja wyobraźnia.........szło mi się paskudnie (nie wiem właściwie czemu :D :D )......ale w końcu doszłam.....uff.....na szczęście były już ławki ustatwione i mogłam usiąść :P :P ...bo nie wiem jak bym ustała... :P :P .

Było zabawnie......chyba.....bo wiem że co chwilę się śmiałam w głos....potem pogadałam chyba chwilkę z Kariną (bo dawno przecież nie gadałyśmy :wink: )...potem z godzinę z Adasiem (i nawet bez kłótni)....i oznajmiono mi że trzeba wracać (po raz pierwszy chyba nie ja mówiłam te słowa DOBRA....MY MUSIMY SIĘ JUŻ ŻEGNAĆ......nawet nie wiem kto to mówił.....oczywiście dlatego że był szum :lol: :lol: ).....

Ale czas pędził nieubłaganie....i w końcu udaliśmy się na parking....nawet nie wiem po ilu sekundach usnęłam....obudziłam się w Joworzu....gdzie opuścili nas Marcin Kasia i Monia.....a potem kontynowałam sen na tylnym siedzeniu i praktycznie obudziłam się w Rybniku :?

Moja relacja już się kończy....ale dziękuję jeszcze raz Przemkowi za transport i FFC z którym jak zwykle bawiłam się wyśmienicie.... :D ....a o tym jak się dziś czułam rano....nie będę pisać nic bo musiała by powstać następna relacja :wink:
Sylwia
Awatar użytkownika
iwan
Posty: 797
Rejestracja: 13 sie 2002, 6:27
Lokalizacja: Piekary Slaskie

Postautor: iwan » 20 lip 2003, 19:19

Sylwia jak krotkie relacje hehe dla mnie one sa dlugie :wink: A jak bym mial opisywac to tam sie dzialo wczoraj szczegolowo to byscie mnie z FFC wywalili :lol: (MEDUZA RULEZZZZZ :lol: :lol: :lol: )
====> Śpieszmy się kochać ludzi-tak szybko odchodzą... <====
Awatar użytkownika
Marcin-Moon
Członek FFC
Posty: 1674
Rejestracja: 06 sie 2002, 18:13
Lokalizacja: Jaworzno

Postautor: Marcin-Moon » 21 lip 2003, 9:26

Sylwia, czyżbyś chciała pokazać, że jesteś feministką :twisted: :P ;)
...
Awatar użytkownika
frezzer
Posty: 214
Rejestracja: 12 cze 2003, 4:34
Lokalizacja: Siemianowice Ślaskie

Postautor: frezzer » 21 lip 2003, 9:42

A ja jestem pod wrazeniem ze Ty to wszystko zapamietałas - po takich przezyciach tyle szczegółów pamiętac :D
You cry, You learn
marigell
Posty: 2569
Rejestracja: 22 kwie 2002, 9:54

Postautor: marigell » 21 lip 2003, 16:02

Też jestem pod wrazeniem. Teraz jeszcze bardziej załuje, ze mnie tam nie było :( :roll: dzieki za esemesa :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Kalakirya
Posty: 143
Rejestracja: 22 lut 2003, 3:29
Lokalizacja: Jaworzno

Postautor: Kalakirya » 21 lip 2003, 18:19

Cóż ja mogę napisać, przecież już prawie wszystko zostało napisane (No, może prawie wszysko, ale niektórych szczegółów lepiej nie opisywać i "mądrych rozmów", jak je określił Moon:)) Naprawdę super zabawa i świetna atmosfera... Koncert w Działoszynie zawsze będę miło wspominać... Ogródek, hotel -- i zdjęcia z zespołem. Koncert -- bezpieczne położenie (he, he), zdala od niebezpiecznych ludzi :). Spoko było bawić się z boku sceny, ale taki koncert jest dobry raz na jakiś czas, bo z drugiej strony lepiej jest się bawić w tłumie... Gitara rozwalona przez Adama, (aż mi się łezka zakręciła) perkusja Dawida na której zrobiłam sobie zdjęcie i pałeczki którymi grał Dawid z jego podpisem :)... Znów hotel, piłkarzyki. Ognisko, kiełbaski z popiołu (smacznego Moon) i he, he... Meduza (wtajemniczeni wiedza o co chodzi). Powrót do domu - we mgle, kiedy wszyscy spali. Pamiętam tylko, że budziłam się co jakiś czas i słyszałam jak Frezzer mówił coś sam do siebie :) Troche głupio się spało w trzy osoby na tylnym siedzeniu :P. Duzo by można było pisać i opowiadać...

To był dopiero mój drugi wyjazd na koncert Łez. Wiele słyszałam z opowiadań o różnych innych koncertach i spotkaniach, ale nie wiedziałam, że może być aż tak zajebiście... Czekam na następny.


Wielkie dzięki wszystkim za towarzystwo... Syriel, Moon, Sylwia, Frezzer, Iwan, Martin i jeszcze jeden kolega... (zapomniałam jak ma na imię, ale po relacji Sylwi już wiem kto to jest - Łukasz :P)

Wielkie dzięki zespołowi...

Pozdrawiam wszystkich.
Awatar użytkownika
luki
Posty: 623
Rejestracja: 30 paź 2002, 0:43
Lokalizacja: konin

Postautor: luki » 23 lip 2003, 14:35

cześć wam miałem byc w działoszynie ale niestety miałem trudny dojazd a prawka jeszcz niezdałem dobiero w śierpniu jak będe miał prawko to bede miał wieksze możliwości
Awatar użytkownika
Syriel
Posty: 2311
Rejestracja: 27 sie 2002, 17:28
Lokalizacja: Jaworzno/Kraków

Postautor: Syriel » 02 sie 2003, 22:04

No musieliście się naczekać... Bardzo przepraszam, ale pisanie takiej relacji do szybkich na pewno nie należy, więc w cafe raczej nie byłoby ono możliwe... No, ale 'in medias res', oto po 2 tygodniach od zdarzenia moja relacja z koncertu Łez w Działoszynie :D...

To abym mogła jechać do Działoszyna wcale nie okazało się takie łatwe jak początkowo mi się wydawało, a to dlatego, że dzień później (czyli 20 lipca) jechałam na wakacje... No ale nie ma rzeczy nie możliwych... (szczególnie dla fanów ŁEZ :D ) i po lekkim przyciśnięciu rodzice się zgodzili... Tak więc o 14 byliśmy umówieni: ja, Marcin(Moon), Kaśka(Kala), Przemek(Frezzer)i Sylwia(Sylwia) o 14.00 pod Empikiem w Katowicach... Sylwia mnie zaskoczyła niosąc z sobą olbrzymią maskotkę.... (MAŁPA!! GREMLIN!!), która jak sie potem okazało jest od Foresta z forum dla Ani W. na urodziny 8) ... Na, ale wpakowaliśmy sie do autka Przemka (:*)... Po drodze plotkowaliśmy o wszystkim (i wszystkich) :twisted: i słuchaliśmy łez... Był też mały przystanek w McDonaldsie :) (eeee! Może ten plastik byłby lepszym prezentem - mowa o tych zabawkach z happy meal ;)) Na tym krótkim postoju okazało się, że Iwan, Martin i ich kolega Łukasz, z którymi mieliśmy sie spotkać w Działoszynie nie przyjadą :cry: bo Ola (pamiętacie ją z Katowic??) wystawiła ich do wiatru.... Jak się jednak później okazał chłopcy się postarali i przyjechali :D :D .... (to się nazywa poświęcenie :P) W każdym razie my zanim dojechaliśmy do Działoszyna to dwa razy błądziliśmy (raz w Częstochowie, a raz po jakichś dziurach... )... No ale w końcu przyjechaliśmy... Sylwia zadzwoniła do Iwana, ale oni byli jeszcze dalecy celu, do Kariny... zespół to samo... W takim razie Sylwia poinformowała ww. dwójkę, aby szukali nas pod 'zielonymi parasolami Lecha' :)... My tym czasem zabraliśmy się do tego co najczęściej robi się w ogródkach piwnych 8)... Może oszczędzę wam tych makabrycznych opisów ;) heheheh... Przejdźmy lepiej dalej, Sylwia po raz kolejny gadała z Kariną przez tel. po czym oświadczyła nam, że jedziemy do hotelu Malibu, gdzie jest zespół :) Po przekazaniu tej informacji Iwanowi wpakowaliśmy sie do autka i udali na miejsce... Tam na tarasie tego hotelu 'pewne napoje' popijali Adrian (?) i Adam (?)... dobra, przyznaje się, że dokładnie nie pamiętam kogo pierwszego spotkaliśmy... W każdym razie po chwili dołączyła do nas reszta zespołu oraz Karinka i Pani Jola (którą po tym koncercie polubiłam :)), a po niedługim czasie dołączyli także Iwan, Martin i Łukasz. Sylwia dała Ani prezent urodzinowy, a później to już każdy gadał z kim chciał o czym chciał :) Najwięcej pogadałam z Dawidem (Dawid: no... musisz na początek kupić: werbel, centralę.... ja: Dawid... mów mi drzewko ;P :) )oraz o dziwo z Anią W, która była bardzo rozmowna... Po jakiejś 1h Karina oświadczyła, że dość tego dobrego i musimy się zbierać na koncert... Łzy wpakowali sie do swojego busiku, a my do autek i pojechaliśmy na miejsce koncertu. Teraz może opiszę jak owo miejsce wyglądało :D. Wszystko odbywało się w niejakim Parku Strażaka. A w parku, jak w parku, czyli drzewka, krzaczki ogólnie zieleń :)... Scena wielkościowo średnia, powiedziałabym w sam raz. Ogólnie miejsce jak dla mnie świetne :D. Kiedy przyjechaliśmy to akurat robiło się ciemno (zespół miał grać o 20.30, ale coś tam się stało i grali o 22.00)... Na prawdziwe gwiazdy zawsze trzeba czekać :twisted: . W każdym razie mieliśmy niezły przywilej, bo udało nam się wjechać samochodami zaraz za busem zespołu na tył sceny, co umożliwiło nam bycie przez cały czas trwania imprezy przez barierkami (oraz picie darmowego piwa :D) (Sylwia: jakby się ktoś pytał to jesteśmy obsługa techniczna zespołu Łzy, albo pomoc Pani menager w sklepiku :) heheh)... Do rozpoczęcia koncertu zostało jeszcze trochę czasu, więc kręciliśmy się wszyscy za sceną, co jakiś czas udawało się złapać kogoś z zespołu. Mnie np. Arka z jego basem (-eee Arek choć zrobimy sobie zdjęcie. - Zrób sobie sama z moim basem. - w tej chwili dostaje do ręki gitarę basową Arka - kurde, jaka ona ciężka! - Ciężka?... Przecież ona jest jedną z lżejszych. -Tak? Fajnie... ;)) No i zamówiłam sobie pałki u Dawida (Benek, możesz się już czuć bezpieczny :D). Gadałam jeszcze chwile z Adamem i pomagałam Ani z tą tajemniczą słuchawką, bo jej się kabel poplątał. Kiedy zaczęli grać poszliśmy z boku sceny, skakaliśmy i trzepaliśmy się we własnym gronie :). Sam koncert bardzo mi sie podobał :D, miło jest zobaczyć jak to wszystko wygląda 'od kuchni' ;). I wreszcie jakieś normalne zdjęcia porobiłam (chyba ;P). Piosenki - te co zawsze. Ale na uwagę niewątpliwie zasługuje (nie wiem czemu nikt przede mną tego nie napisał :P) wokal Adama, który próbował ratować Anię, kiedy ta pomyliła się na końcu "Trochę wspomnień..." :) (to było piękne! sasasa :twisted: ), oraz to, że Adam rozwalił gitarę atakując balony ;)... Po koncercie dostałam od Dawida pałki i razem z Kalą za pozwoleniem Dawida wtargnęłyśmy na scenę porobić sobie zdjęcia z perkusją. Techniczny nie byli chyba zbyt zadowoleni, tym bardziej, że o mały włos nie przewróciłam talerza (uratował go tylko refleks pana z techniki.. dziękuję :)). Dawid, dobrze, że tego nie widziałeś :D :twisted: . Później wszyscy zgromadziliśmy sie koło sklepiku, gdzie w miarę możliwości pomagaliśmy Karince w handlu :). Chłopcy pakowali już rzeczy ze sklepiku do busu, kiedy Sylwia oświadczyła nam, że teraz jedziemy na 2h do hotelu na ognisko :D. Ucieszyłam się, choć obraz rozwścieczonych rodziców nie schodził mi z przed oczu, bo w końcu powiedziałam, że w domu będę na ok 24.00, a było już 30 min po północy, a my mieliśmy jeszcze 2h spędzić z hotelu, a później ponad 100 km do domu... No, ale pomyślałam: 'raz kozie śmierć' :) i pojechaliśmy. Kiedy przyjechaliśmy to przyznam, że byłam już w stanie 'lekko' krytycznym... :) Ale cóż, takie zielone, dobre drinki tam były, że się nie mogłam nie pokusić :) (a swoją drogą to co to było?)... Siedzieliśmy sobie w takim barze i gadali, a Adrian tłumaczył nam co taki jeden pijany żul mówi (heheh :D), a Karina śmiała się, że ten gościu zakochał się w Adrianie, bo tak namiętnie mówi do niego "wypie****aj". Większość rzeczy, o których była mowa podlega niestety cenzurze . W każdym razie Dawid stwierdził, że czas rozpalać ognisko. Wziął siekierę i Adika do pomocy, i poszli na miejsce na ten cel poświęcone :). Większość z nas po chwili do nich dołączyła. Eeee zapomniałam napisać, że Ania i Arek do nas nie zeszli... szkoda, przyznam, że byłam trochę zawiedziona, ale cóż... nie można mieć wszystkiego. Adam (zebra) zszedł do nas później, jak go Sylwia pogoniła. W każdym razie na ognisku było super! Dawid piekł mnie i Kali kiełbaskę, bo uważał, że on to umie zrobić najlepiej :). Nie mówię już co chłopcy wyprawiali, bo to też podlega cenzurze ;)... W każdym razie dość niechętnie (bo moglibyśmy tak siedzieć do białego rana :)) wyjechaliśmy z Działoszyna... Droga mijała... sennie... Choć oczywistym było, że wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni...

ufff... Dziękuję za uwagę.

ps. Dzięki dla zespołu i Kariny za ognisko... jesteście wielcy :*.
Podziękowania i pozdrowienia dla wszystkich, w których towarzystwie mogłam się bawić tego wieczoru, szczególnie dla Frezzera za autko :*. I specjalne podziękowania dla moich rodziców... za to, że jeszcze żyję :) ;).



Sylwia
Członek FFC
Posty: 1691
Rejestracja: 21 kwie 2002, 17:28
Lokalizacja: Rybnik

Postautor: Sylwia » 02 sie 2003, 22:12

Jak to przeczytałam.....to znowu mi się ten koncert i wszystko co z nim związane przypomniał....to właśnie robią ze mną relacje....choćby i były pół roku po koncercie....to zawsze mam przed oczami wydarzenie :)
Sylwia

Wróć do „Koncerty”