Eutanazja i samobójstwa

Sprawy nie związane z zespołem

Moderatorzy: Nemo, Małgorzata, Cień Anioła, Adrian-LZY, Dagmara

Awatar użytkownika
*Babsko*
Posty: 41
Rejestracja: 18 lut 2003, 22:14
Lokalizacja: Lewin Brzeski

Postautor: *Babsko* » 06 lip 2003, 18:22

Z narkomanami i samobójcami to wydaje mi się być bardzo zbliżona sprawa... Narkomani też już nie myślą racjonalnie, bo też tu nie ulega chyba wątpliwości dlaczego tak się dzieje... A często biorą, bo jak to się mówi - utracili sens życia ---> nie wiem: nie mają przyjaciół < albo tylko im się wydaje, że ich nie mają... >, przechodzą załamanie, jakiś kryzys, ogólne zmęczenie życiem, czują się niepotrzebni i zbędni, że do niczego się już nie przydadzą i nic nie wnoszą swoim życiem, nie są szczęśliwi i inne takie tam... Na takie "stwierdzenia" różni ludzie różnie reagują - niektórzy wpadają właśnie w jakieś nałogi, inni po prostu popełniają samobójstwo poddając się od razu, a inni starają się nadal "twardo trzymać na Ziemi"... Wydaje mi się, że na początku swego nałogu narkoman dobrze wie, że jak już zagłębi się w tym "syfie" na dobre, to może stracić życie z wielu powodów, a mimo to ryzykuje - bo co ? - bo twierdzi że już nie ma nic do stracenia... albo wierzy nadal w to że panuje nad swoim nałogiem. Chyba najczęściej sięga się po używki, gdy jest się w dołku... Są też oczywiście przypadki, że ktoś bierze "bo chce", "bo jest fajnie" czy co tam... ale czy ja wiem czy tak fajnie :wink: Niektórzy narkotyki uważają za pomoc - przy nauce czy chociażby w tym by poprawić sobie humor, według mnie w ty momencie to głupota, ale nie powiem, żebym była pewna swego zdania za parę lat, bo nigdy nie można się spodziewać co nam życie przyniesie... Chociaż ja bym swojego nie chciała totalnie spieprzyć w taki sposób...
mondrala

Postautor: mondrala » 06 lip 2003, 20:46

nie spotkalam jeszcze narkomana ktory bierze..zeby sie zabic....gdyby chcial to zrobic..moglby to zrobic codziennie..kiedy laduje sobie w kanal...
narkomani to biedni ludzie..ale to nie jest odmiana samobojstwa..to umieranie na raty...ale nie smobojstwo..samozniszczenie...tak..i to jest wspolna cecha z samobojstwem..mim ze to rozne rzeczy sa... :cry:
mondrala

Postautor: mondrala » 06 lip 2003, 20:46

nie spotkalam jeszcze narkomana ktory bierze..zeby sie zabic....gdyby chcial to zrobic..moglby to zrobic codziennie..kiedy laduje sobie w kanal...
narkomani to biedni ludzie..ale to nie jest odmiana samobojstwa..to umieranie na raty...ale nie smobojstwo..samozniszczenie...tak..i to jest wspolna cecha z samobojstwem..mim ze to rozne rzeczy sa... :cry:
Awatar użytkownika
mloda.jg
Członek FFC
Posty: 4784
Rejestracja: 15 cze 2002, 2:51
Lokalizacja: Zielona Góra/Łódź/ Jelenia Góra
Kontaktowanie:

Postautor: mloda.jg » 06 lip 2003, 20:56

narkoman jest nałogowcem... powoli sie wyniszcza i na końcu umiera... chyba że się zatrzyma i uda mu sie "uwolnić"
ale to samo można powiedzieć o palacczach, bo przecież paląc zatruwają się... niszcząswój organizm, skracająsobie życie... może reluztat palenia nie jest tak widoczny, a śmierć tak szybka jak u narkomanów, ale...
Nie wiem czy to jest samobójstwo w jakimś tam sensie jest, bo narkoman sam siebie zabiaja czyli "samo"+"bójstowo"... "samobójstwo" :D
ale pewnie na początku jak zaczyna brać nie myśli o tym że sie zabija powolutku... nie weim nigdy nie brałam...
"... Kochaj całym sercem wszystkich ludzi,
bo lepiej mieć w sercu ranę,
niż kamień zamiast serca..."
Awatar użytkownika
Adas
Członek FFC
Posty: 1547
Rejestracja: 21 kwie 2002, 17:05
Lokalizacja: Górny Śląsk
Kontaktowanie:

Postautor: Adas » 06 lip 2003, 21:07

mloda.jg pisze:ale to samo można powiedzieć o palacczach, bo przecież paląc zatruwają się... niszcząswój organizm, skracająsobie życie... może reluztat palenia nie jest tak widoczny, a śmierć tak szybka jak u narkomanów, ale...

To samo dotyczy również alkoholu, w tym także piwa, chociaż pewnie nikt z Was w to nie uwierzy, bo kultura polska (i światowa) przyjmuje alkohol jako "rzecz dla ludzi", w przeciwieństwie do narkotyków.

Śmierć u narkomanów również nie jest taka szybka jak się może wydawać. Ich względnie szybka śmierć wynika z przyczyn społecznych: brak kasy na narkotyki powoduje złe odzywianie, ciągłe zastanawianie się skąd wziąć następną działkę, degradację życia w sensie społecznym i w efekcie zanik motywacji do życia.

Gdyby jednak narkoman miał ciągły dostęp do dobrej jakości narkotyków, a przy tym miałby gdzie mieszkać i co jeść, nie musiał się martwić o dostęp do narkotyków - to róznica między narkomanem a palaczem byłaby znikoma.

Chociaż to tylko moje przypuszczenia, na podstawie realcji znajomych zza oceanu, gdzie bardzo popularna jest kokaina, którą tam podobno zażywają ludzie przez dziesiątki lat, i nic,zyją "normalnie".
Oczywiście niektórzy.
Podobnie jak dziadek mogł palić do końca sędziwego zycia, a inny palacz będzie miał zawał i umrze w młodym wieku.
Awatar użytkownika
mloda.jg
Członek FFC
Posty: 4784
Rejestracja: 15 cze 2002, 2:51
Lokalizacja: Zielona Góra/Łódź/ Jelenia Góra
Kontaktowanie:

Postautor: mloda.jg » 06 lip 2003, 21:14

Adas pisze:To samo dotyczy również alkoholu, w tym także piwa, chociaż pewnie nikt z Was w to nie uwierzy, bo kultura polska (i światowa) przyjmuje alkohol jako "rzecz dla ludzi", w przeciwieństwie do narkotyków.

...ale chciałam powiedzieć że czasem lampa wina "na trawienie" jest zdrowa... ale jeśli kto nie zna umiaru to wiadomo
"... Kochaj całym sercem wszystkich ludzi,
bo lepiej mieć w sercu ranę,
niż kamień zamiast serca..."
Awatar użytkownika
Reolog
Posty: 2
Rejestracja: 09 lip 2003, 9:25
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Reolog » 09 lip 2003, 10:59

Tchórzostwo? Krzywdzenie innych? Show? Psycholog? Domyślam się, że Wasze intencje były dobre, ale z przykrością muszę wyjaśnić, że rzeczywistość wygląda inaczej. Z góry uprzedzam: czytacie na własną odpowiedzialność!

ad Tchórzostwo: Kilka razy byłem bardzo bliski popełnienia samobójstwa i mogę stwierdzić iż strach był jednym z tych powodów, dla których się na to nie zdecydowałem. Oczywiście w jakimś stopniu wiązać to można z nadzieją, że KIEDYŚ będzie lepiej. Problem polega na tym, że niestety kiedy mam depresję bardzo trudno jest mi myśleć o tym co będzie KIEDYŚ. Osoba pod wpływem depresji rozpamiętuje swoje krzywdy, to co już przeżyła, lub co będzie musiała przeżyć ZARAZ - nie zaś to, co może się zdarzyć w odległej, bliżej nieokreślonej przyszłości. Tak naprawdę to żyć jest dużo łatwiej - tak długo, jak długo życiem nazywamy prostą wegetację, życie pozbawione celu i sensu. Jeśli jednak życiem nazwiemy świadome dążenie do jakiegoś celu, posiadanie moralnego i etycznego kręgosłupa, życie "po coś" i "dla czegoś"... O tak: to jest dużo trudniejsze!
Tyle że depresję wystarczająco silną, aby popchnąć do samobójstwa, wywołuje zwykle właśnie utrata jakiegoś celu, porażka w czymś co było dla nas moralnie i etycznie niezwykle ważne, zagubienie jakiegokolwiek sensu. Uwierzcie mi: odkrycie, że "prawdziwe życie" może się właśnie kończyć, a zacząć się ma zwykła "wegetacja" to coś, co potrafi zwalić człowieka z nóg!
W pewnym sensie to rzeczywiście strach skłania do samobójstwa - a strach, a emocje to rzeczy których nie da się kontrolować w sposób racjonalny. Czasami nad strachem nie da sie zapanować. Staje się on wszechogarniający, sprawia że człowiek boi się podjąć jakiekolwiek działanie. Dla niektórych próbą wyjścia z niego, próbą pokonania strachu jest właśnie samobójstwo. Samobójstwo to też DZIAŁANIE - to też próba zmiany "na lepsze" czegoś, co już jest złe. Samobójstwo to też próba pokonania strachu.
Być może są ludzie, którzy próbują popełnić samobójstwo z innych powodów niż strach - jestem w stanie wyobrazić sobie ich motywy. W kulturze wschodu (np. Japonia), nawet w naszej własnej, "zachodniej" historii (np. Rzym, Skandynawia) znaleźć można liczne przykłady takich zachowań. Moje własne doświadczenia ograniczają się jednak tylko do strachu, wstydu, bezradności.

ad Krzywdzenie innych: Czasem myśli samobójcze nachodzą właśnie z tego powodu, że skrzywdziło się kogoś bliskiego, że w najbliższym czasie się go skrzywdzi, bądź (najbardziej egocentryczna pobódka) też że zostało się przez kogoś bliskiego skrzywdzonym. Pseudo-relatywistyczne gadki o tym, że tak naprawdę nigdy nie wiemy kiedy kogoś krzywdzimy/skrzywdzimy, to czysta demagogia, ew. naiwność: tak naprawdę to my nigdy NIC nie wiemy.
Najbliższym razem, kiedy grupa bandytów zabije na ulicy jakiegoś gościa, to pamiętajcie, że być może oni go wcale nie skrzywdzili. W końcu trzeba wpierw spytać zabitego, czy czuje się skrzywdzony, prawda?
Jeszcze raz: przyczyną bardzo często jest strach, a strach nie musi być racjonalny. To uczucie które się pojawia i które wszechogarnia. Zaślepia. Wypacza sposób myślenia. Czasem zabija.

ad Show: Samobójstwo na pokaz? W pewnym sensie samobójstwo jest rzeczywiście czymś co robi się "na pokaz", niemniej w nieco innym rozumieniu tego pojęcia, niż się Wam wydaje. Pisałem że samobójstwo to często próba pokonania swojego strachu "za wszelką cenę". Pamiętacie?
Ten "pokaz" to właśnie ultymatywne zdobycie się na odwagę. Na odwagę ostateczną. To wyłożenie na zewnątrz tego, czego do tej pory nie miało się odwagi pokazać komukolwiek, tak by wszyscy mogli to zobaczyć. To przyznanie się do własnych uczuć, do strachu, do wstydu, wypomnienie uraz o których wcześniej bało się mówić. Samobójcy to niemal zawsze ludzie zamknięci w sobie, którzy mają problemy w interakcjach z otoczeniem, w mówieniem o swoich uczuciach i odczuciach. Zdecydowanie się na działanie, zwykle zostawienie listu w którym te uczucia i odczucia sa opisane... Do tego naprawdę potrzeba odwagi!
Problem polega na tym, że samobójcy zdobywają się na taką "odwagę" dopiero w sytuacji podbramkowej, kiedy nie mają już siły dłużej dusić emocji w sobie, kryć się, kiedy nie mają już siły dłużej żyć. Jest to odwaga o tyle "pozorna", że spowodowana brakiem obaw o ewentualne konsekwencje (nie żyjesz = nikt Cię już bardziej nie skrzywdzi).
Można powiedzieć, że samobójstwa to "show" o tyle, że osoba która do tej pory nie chciała się nikomu pokazywać na oczy, nagle wywala z siebie wszystko "na jeden raz". Ludzie "zdrowi" robią "show" cały czas, tyle że mniejszy - samobójcy robią go tylko raz, ale za to w bardziej spektakularny sposób.
Spotkałem się z przypadkiem samobójczyni, która została odratowana i która spotkawszy się nagle z szerokim zainteresowaniem uznała, iż próby samobójcze pozwalają nadać jej życiu sens. Próbowała jeszcze kilka razy, w końcu psycholog wytłumaczył jej, że nie są potrzebne. Może to paradoks, ale tej dziewczynie uwaga otoczenia potrzebna była do życia jak powietrze - i dlatego próbowała się zabić.
Tak, to był "show" - ale w żadnym razie nie było w tym wyrahowania! To był właśnie ROZPACZLIWY KRZYK o pomoc, o uwagę, o zainteresowanie.

ad Psycholog: Tak, to rzeczywiście jest jakieś rozwiązanie. Pod warunkiem, że trafi się na dobrego psychologa. Wydaje mi się, że ja trafiłem na dobrego. Ale zanim trafiłem do poradni minęło wiele lat. Dużo czasu zajęło mi osiągnięcie stanu umysłu, w którym byłem z jednej strony na tyle zrezygnowany, że nie wierzyłem już że sam sobie poradzę, a z drugiej na tyle pełen wiary, że uwierzyłem że w ogóle można mi pomóc. Bo samobójcy to zwykle ludzie, którzy nie wierzą, że ktoś może im pomóc. Nie szukają pomocy, bo wydaje im się, iż każda pomoc jest bezcelowa. A myślą tak, ponieważ nikt im nigdy nie pomógł. Nawet nie próbował pomóc.
Nie za bardzo mam ochotę rozpisywać się na ten temat, bo wciąż mam z tym trochę problemów. Może za kilka lat?

Wiecie? Napisanie, że samobójstwo to głupota, tchórzostwo, czy krzywdzenie innych to też pójście na łatwiznę. To próba zamiecienia śmieci pod dywan, odsunięcie problemu, wykazanie niechęci do zrozumienia problemu. Samobójcy to ludzie, którym ktoś nie pomógł, gdy tego potrzebowali. To ludzie chorzy, którymi się gardzi, zamiast leczyć.
Wydaje mi się że artyści zespołu Łzy to rozumieją - na to wskazywałyby ich piosenki. Oni nie potępiają, oni wyjaśniają.
Ja też zachęcam do głębszej refleksji. Może dzięki temu uratujecie kiedyś komuś życie? Kto wie...
Wychylił się więc przez okno i rozkazał: "Śpiewaj". Rytmiczne rechotanie żaby wypełniło powietrze (...) i po raz pierwszy w życiu zrozumiał, co to znaczy modlić się. [Anthony de Mello SJ]
Awatar użytkownika
Poison Angel
Posty: 9
Rejestracja: 09 lip 2003, 14:17
Lokalizacja: Wałbrzych
Kontaktowanie:

Postautor: Poison Angel » 10 lip 2003, 19:34

samobójcy to często ludzie, którzy są w tłumie ludzi osamotnieni i zagubieni. w ich głowach buduje się przekonanie, że nikt ani nic nie jets w stanie im pomóc. według nich życie jest do d..., oni są do d... i wogóle wszystko co istnieje nie nadaje się do niczego. piszę tak, bo.. miałam styczność z gościem, który chciał właśnie się.. zabić. mówił mi jak chce to zrobić, dlaczego. to było dla mnie ogromne wyzwanie, jakoś go wyciągnęłam. do końca nigdy nie wierzyłam, że się doważy, ale starałam się go od tego odwlec i... udało się. ci ludzie potrzebują czasem zwykłych rozmów, przekonania, że są ważni i niepowtarzalni. czasem są samotni, mają jakieś kłopoty, są naćpani, pijani, chorzy psychicznie. ale w żadnym wypadku nie można ich potepiać bądź wyśmiewać... należy im pomóc w rozwiązaniu tego kłopotu, podać im dłoń i wyciągnąć z dna... to wieli problem dla całej cywilizacji, ludzi uśmiercających się jest coraz więcej i od długiego czasu, a my nie potafimy jeszcze tego zatrzymać. wierzę, że jakiś mądry psycholog bądź inny inteligentny człowiek spróbuje kiedyś tą plagę zatrzymać...
co do alkoholu, narkotyków i papierosów... to są rzeczy "dla ludzi, którzy potrafia korzystać z tego mądrze i trzeźwo. nie przekraczających niebezpiecznej granicy. niestety, takich mało. a w nałóg wpaść bardzo łatwo, niestety... niektórzy świadomie wbierają te używki. boją się samobójstwa, boją się bólu. szukając jakiegoś wyjścia trafiają na te używki i powoli, bardzo powoli się nimi wykańczają...
sama nie boję się śmierci, ale nie miałabym odwagi odebrać sobie życia... zawsze trzeba szukać innego wyjścia...
ale to tylko moje skromne zdanie, każdy inaczej myśli na każdy temat, a każde stwierdzenie jest dobre i trafne...
Anka, Ot Tak
Awatar użytkownika
mloda.jg
Członek FFC
Posty: 4784
Rejestracja: 15 cze 2002, 2:51
Lokalizacja: Zielona Góra/Łódź/ Jelenia Góra
Kontaktowanie:

Postautor: mloda.jg » 10 lip 2003, 20:30

Poison Angel pisze:w ich głowach buduje się przekonanie, że nikt ani nic nie jets w stanie im pomóc. według nich życie jest do d...

to się nazywa pesymizm :twisted: i się nie dziwię że tak człowiek myśli tylko śmierci...
BTW napiszę coś o samobójstwie na pokaz... by zwrócić na siebie uwagę.
Niedawno niedaleko mnie był koncert podobno heavymetalowy jeśli mogę polegać na znawstwie mojej mamy ;-) Ludzie zjeżdżali się nie tylkoz całej Polski ale też i z Niemiec i Czech :D
Po całej imprezie mamy koleżanka zobaczyła pod drzewem dziewczynę całą zapłakaną. Zaprosiła ją do domu i się okazało, ze dziewczynę (17- letnia) okradziono. Zabrano jej wszystko począwszy od namiotu i karimaty skończywszy na dokumentach i portfelu. Nie miała nic. Przenocowała u tej pani. Na dugi dzień poszła z mężem tej pani do pracy na PKP i tam miała czekać na kogoś z rodziny, bo miał ktoś przyjechać... tak przynajmniej było mówione przez telefon :? Dzień minął a po dziewczynę nikt nie przyjechał... więc pansię nad nią zlitował i wziął do domku najeszcze jedną noc... dziewczyna była załamana, na tyle załamana, że skoczyła z pierwszego piętra...
...to jest próba samobójcza na pokaz... bo pierwsze piętro to pierwszep iętro. Dziewczyna leży w szpitalu koło mnie i podobno już ktoś po nią przyjechał a ona miała wstrząs mózgu i coś połamanego...
"... Kochaj całym sercem wszystkich ludzi,
bo lepiej mieć w sercu ranę,
niż kamień zamiast serca..."
Awatar użytkownika
kasieńka
Posty: 2301
Rejestracja: 30 cze 2003, 16:09
Lokalizacja: G-wo

Postautor: kasieńka » 10 lip 2003, 21:51

Magda ma 27 lat, świetną pracę w jednej z warszawskich agencji reklamowych, własne mieszkanie i czerwonego Forda Escorta. Ładna, zadbana, robiąca karierę kobieta: na pozór nic jej do szczęścia nie brakuje. Gdy słyszy te słowa, uśmiecha się smutno i zapala kolejnego papierosa. Ona wie, że mało kto zrozumiałby ją tamtego dnia dwa lata temu, kiedy próbowała się powiesić.

- Różne są sposoby: prochy, skok z dziesięciopiętrowego wieżowca, pociąg. Ja wybrałam akurat ten - mówi bawiąc się paczką cameli. - Przeczytałam gdzieś, że jest najbardziej skuteczny. Z prochów mogą cię odratować, skok z wieżowca też nie jest dobry, bo możesz zostać kaleką. Ja chciałam umrzeć, a nie przeżyć. Znalazła hak w suficie, na którym kiedyś wisiała doniczka z kwiatami. Zaczepiła na nim sznur, podstawiła krzesło. Hak nie wytrzymał ciężaru ludzkiego ciała. Magda spadła, ale na szyi został ślad od sznura. Zakrywa go dziś kolorowymi chustami, koralikami albo zwykłą bandanką.

Dlaczego? Słyszała to pytanie setki razy, od matki, od psychologa, od przyjaciół. Ale On nie zapytał, chociaż na pewno znałby odpowiedĄ. On nie mógł już zapytać o cokolwiek. Trzy miesiące wcześniej zginął w wypadku samochodowym. Tydzień przed dniem ich ślubu.

- Darek był moim życiem - wyjaśnia i nerwowym ruchem zapala papierosa. - Kiedy zginął, mój świat się zawalił w ciągu jednego dnia. Nasz ślub miał być w następnym tygodniu, obrączki, suknia, jego garnitur... wszystko przygotowane. Pojechał do przyjaciela z wojska, do Gdańska, żeby go zaprosić na wesele. Już nie wrócił.

Nie płakała. Nie mogła. Mówili jej, że jest bardzo d~ielna. Na cmentarzu stała z kamienną twarzą, chociaż wszyscy wkoło rozpaczali. Tymczasem w jej głowie powoli dojrzewała ta myśl. Brak wiary w sens dalszego życia stawał się coraz bardziej natarczywy.

- Próbowałam nauczyć się żyć bez niego, ale to nie miało sensu. Budziłam się z jego imieniem na ustach, nasze mieszkanie pachniało nim. Myślałam, co zrobię dla nas na obiad i wtedy przypominałam sobie, że "nas" już nie ma. Przez jakiś czas na duchu podtrzymywała mnie mama i siostra, ale to nie wystarczało. Kiedy wychodziły, chciało mi się wyć i krzyczeć, że nie chcę żyć bez niego, nie potrafię być sama, że już jestem martwa, że chcę być znowu z nim, nieważne gdzie, w piekle, w niebie - byleby z nim - w popielniczce pełnej już niedopałków gasi kolejnego papierosa. - Postanowiłam zrobić generalne porządki, pozbyć się całej mojej przeszłości, wyrzucić ją na śmieci. Myślałam, że to pomoże. Wtedy znalazłam zaproszenie na nasz ślub i coś we mnie pękło. Może to pękła wola życia, nie wiem.

Magda milknie i zamyśla się. Nie, nie bolało od razu, tylko potem, kiedy ocknęła się leżąc na podłodze z mocno zaciśniętą pętlą na szyi. Na początku nie wiedziała, co się właściwie stało, zobaczyła nieszczęsny hak, który leżał obok i wtedy zrozumiała.

- Zrozumiałam, że muszę żyć, tak zadecydowano Na Górze. Może kiedyś pojawi się ktoś, kto sprawi, że moje życie nabierze znowu dawnych kolorów. Na razie żyję - Magda przygładza spięte w kok kruczoczarne włosy. Ciągle je farbuje. Mówi, że wciąż znajduje wśród nich siwe kosmyki.

- Mówi się, że samobójstwo to prośba o pomoc. W moim przypadku to była świadomie podjęta decyzja. Życie bez Darka nie miało dla mnie sensu, nie potrzebowałam pomocy i nie pragnęłam być przez kogokolwiek zauważona. Chciałam nie być w ogóle. Myślałam, że z chwilą śmierci przestanę czuć ból po jego stracie. Dziś czuję go wciąż tak samo, ale coś się jednak zmieniło: zdałam sobie sprawę, że nie żyje się tylko dla siebie samej, są rodzice, przyjaciele, którzy być może cię nie rozumieją, ale na pewno bardzo by im ciebie brakowało. Choćby dlatego chcę żyć.



Ale musiała go kochać :cry: :cry:
Awatar użytkownika
jarek_bar
Posty: 12
Rejestracja: 17 cze 2003, 21:00
Lokalizacja: Świdnica koło Wrocławia
Kontaktowanie:

Hmmmmm........... samobojstwo

Postautor: jarek_bar » 11 lip 2003, 23:03

Ostatnio ten problem dotyczy mnie i mojej dziewczyny.Mamy pewien duzy klopot,i chcielismy popelnic samobojstwo,a mialo to wygladac tak : rozpedzic sie samochodem do 140km,i albo zjechac do rowu albo wjechac w drzewo :cry: nie wytrzymujemy psychicznie naszego problemu,a naszym mottem zyciowym sa teraz slowa z piosenki "CZY TO GRZECH labedz" (...)"Nie udana sciezka zycia,po ktorej musze isc,krete drogi,korytarze,ktorych musze sie strzec"(...) :cry:

pozdrawiam wszystkic cieplutko i serdecznie
Awatar użytkownika
Cień Anioła
Członek FFC
Posty: 5294
Rejestracja: 09 sie 2002, 4:46
Lokalizacja: Szczecin

Re: Hmmmmm........... samobojstwo

Postautor: Cień Anioła » 11 lip 2003, 23:26

jarek_bar pisze:Ostatnio ten problem dotyczy mnie i mojej dziewczyny.Mamy pewien duzy klopot,i chcielismy popelnic samobojstwo,a mialo to wygladac tak : rozpedzic sie samochodem do 140km,i albo zjechac do rowu albo wjechac w drzewo :cry: nie wytrzymujemy psychicznie naszego problemu,

Trzeba wszystko przeczekac i sie wspierac nawzajem.Po co sie usmiercac skoro przed Wami jeszcze piekne chwile-dla nich warto zyc :D

jarek_bar pisze:Nie udana sciezka zycia


Sorrka ze poprawiam,ale "Niedana droga życia..."
Awatar użytkownika
jarek_bar
Posty: 12
Rejestracja: 17 cze 2003, 21:00
Lokalizacja: Świdnica koło Wrocławia
Kontaktowanie:

A jednak........

Postautor: jarek_bar » 11 lip 2003, 23:38

A jednak zapewniam Cie,ze "Nie udana sciezka...."
Niestety chyba nie bedzie pieknych chwil miedzy nami,ja i onanigdy juz nie bedziemy mieli dla siebie wolnych chwil,bo bedzie ta swiadomosc,ze musimy do kogos wrocic,bo jestesmy za niego odpowiedzialni.Pewnie sie juz domyslasz o co chodzi.Pozdrawiam
Awatar użytkownika
Cień Anioła
Członek FFC
Posty: 5294
Rejestracja: 09 sie 2002, 4:46
Lokalizacja: Szczecin

Re: A jednak........

Postautor: Cień Anioła » 12 lip 2003, 0:19

jarek_bar pisze:A jednak zapewniam Cie,ze "Nie udana sciezka...."
Niestety chyba nie bedzie pieknych chwil miedzy nami,ja i onanigdy juz nie bedziemy mieli dla siebie wolnych chwil,bo bedzie ta swiadomosc,ze musimy do kogos wrocic,bo jestesmy za niego odpowiedzialni.Pewnie sie juz domyslasz o co chodzi.Pozdrawiam

Wiem o co chodzi...i współczuje...ale piekne chwile moga nadejsc...i w to trzeba wierzyc...
Awatar użytkownika
mar-r
Posty: 4485
Rejestracja: 04 maja 2003, 18:11
Lokalizacja: Szczecin

Postautor: mar-r » 12 lip 2003, 0:22

Zabić można się w każdej chwili. Tylko przy okazji warto zyć szybko i kochać mocno. Wtedy reszta jest nieważna, można umrzeć młodo....
Podobno są granice głupoty - to nieprawda

Wróć do „Różne czyli Inne”